Ta strona używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.  Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Rysunek projektanta kontra ściana, a w środku grzejnik łazienkowy z podłączeniem bocznym

Rysunek projektanta kontra ściana, a w środku grzejnik łazienkowy z podłączeniem bocznym

Na wizualizacji grzejnik zawsze wisi idealnie. Ma symetryczne odstępy od ścian, nie koliduje z lustrem ani z drzwiami, a rury są niewidoczne. Na budowie okazuje się, że pion jest w innym miejscu niż na rzucie, a odejście do grzejnika wychodzi ze ściany dwadzieścia centymetrów nad posadzką, bo tak zrobiono w całym budynku.

Wtedy zapada decyzja, która przesądza o wyglądzie całej łazienki: czy grzejnik podłączyć z boku, czy od dołu. To nie jest kwestia gustu, tylko tego, co jest w ścianie, i tego, co da się jeszcze zmienić bez kucia.

Boczne czy dolne, czyli co widać po wykończeniu

Podłączenie boczne jest rozwiązaniem starszym i wciąż najczęstszym w budynkach z pionami w ścianie. Zasilanie i powrót wchodzą do grzejnika z jednej strony, na dwóch różnych wysokościach. Zaletą jest prostota i to, że pasuje do istniejących odejść bez ruszania instalacji. Wadą, że widać zawory z boku, więc trzeba je albo ładnie schować, albo wybrać takie, które dobrze wyglądają.

Podłączenie dolne wygląda schludniej, bo rury wychodzą z podłogi albo ze ściany tuż nad nią i wchodzą w grzejnik od spodu, często przez jeden zestaw środkowy. Warunek jest jeden: instalacja musi być pod to przygotowana. Przerabianie odejść bocznych na dolne w gotowej łazience oznacza skucie fragmentu ściany albo posadzki.

Dla urządzającego wniosek jest prosty. Jeśli remont obejmuje tylko wymianę grzejnika i malowanie, wybiera się model dopasowany do tego, co jest, czyli zwykle grzejnik łazienkowy boczny. Jeśli łazienka idzie do stanu surowego, można zdecydować o podłączeniu dolnym i dopiero wtedy prowadzić instalację.

Rozstaw, wysokość i te kilka centymetrów zapasu

Grzejniki drabinkowe mają znormalizowane rozstawy przyłączy, ale nie wszystkie modele trzymają te same wartości, a przy wymianie po latach różnica kilku centymetrów wystarczy, żeby nic nie pasowało. Dlatego przed zamówieniem mierzy się trzy rzeczy: rozstaw osi przyłączy, odległość od ściany do osi rury oraz wysokość, na której rury wychodzą.

Przy podłączeniu bocznym pomaga zestaw kątowy, który pozwala dosunąć grzejnik do ściany i skorygować drobne niedokładności. Przy większych rozbieżnościach stosuje się adaptery, ale każdy dodatkowy element to kolejne miejsce, gdzie może zacząć kapać, więc lepiej dobrać model, który pasuje z natury.

Warto też pamiętać o miejscu na obsługę. Grzejnik dosunięty na styk do ościeżnicy albo do szafki wygląda dobrze na rysunku, a w praktyce nie da się przy nim ustawić głowicy ani odkręcić zaworu bez zdejmowania frontu. Kilka centymetrów zapasu z jednej strony to nie strata przestrzeni, tylko warunek korzystania z instalacji.

Moc, która ma pokryć straty, a nie zrobić wrażenie

Grzejnik łazienkowy bywa jedynym źródłem ciepła w pomieszczeniu i wtedy jego moc musi pokryć straty całej łazienki, łącznie z wentylacją, która w łazience jest intensywna. Producent podaje moc dla określonych parametrów zasilania, zwykle wyższych niż te, które panują w nowoczesnych instalacjach niskotemperaturowych.

To rozróżnienie ma praktyczne konsekwencje. Przy instalacji zasilanej pompą ciepła rzeczywista moc grzejnika bywa wyraźnie niższa od katalogowej i dobranie go bez korekty kończy się chłodną łazienką w styczniu. Rozwiązaniem jest albo większy grzejnik, albo dołożenie grzałki elektrycznej, która włącza się wtedy, kiedy trzeba szybko dogrzać albo wysuszyć ręczniki poza sezonem.

Grzałka rozwiązuje przy okazji problem lata, kiedy ogrzewanie jest wyłączone, a wilgoć w łazience zostaje. Dobiera się ją do pojemności grzejnika i montuje w wolnym króćcu, więc decyzję o niej trzeba podjąć przed zakupem, a nie po.

Co musi być ustalone przed płytkami

W łazience kolejność prac jest nieodwracalna. Po położeniu płytek każda zmiana instalacji oznacza kucie, a przy terminie liczonym w tygodniach po prostu się tego nie robi. Dlatego przed wykończeniem muszą być znane cztery rzeczy.

  • model grzejnika i jego rozstaw przyłączy, bo od tego zależy, gdzie wychodzą rury
  • typ podłączenia, boczne albo dolne, wraz z decyzją o zestawie zaworowym
  • czy w grzejniku ma pracować grzałka i po której stronie będzie zasilanie elektryczne
  • wysokość montażu, uzgodniona z wysokością lustra, szafki i drzwi

Dodatkowo warto zaznaczyć na ścianie rzeczywiste położenie rur przed tynkowaniem i zrobić zdjęcie. Kiedy dwa lata później ktoś będzie wiercił pod wieszak, to zdjęcie jest jedyną informacją, gdzie nie wolno.

Materiał, wykończenie i to, co się zużywa

Powłoka lakiernicza grzejnika w łazience pracuje w wilgoci i w kontakcie ze środkami czystości. Większość uszkodzeń powstaje nie od wody, tylko od agresywnych preparatów do usuwania kamienia, które rozjaśniają lakier. Do mycia wystarczy woda z łagodnym detergentem, a plamy wapienne schodzą octem rozcieńczonym, nie preparatem do fug.

Elementem zużywalnym są uszczelnienia w zaworach i korkach. Po latach potrafią przepuścić kroplę, która zostawia ślad na posadzce. Wymiana to kwestia kilkunastu minut, pod warunkiem że da się zamknąć zasilanie i powrót osobno, czyli że przy montażu ktoś pomyślał o zaworach odcinających.

Przy kompletowaniu grzejnika, zestawu przyłączeniowego i głowicy najprościej brać wszystko z jednego miejsca, bo wtedy średnice i gwinty pochodzą z jednego systemu. Pomaga w tym hurtownia elektryczno-hydrauliczna Onninen, która prowadzi obok siebie asortyment grzewczy i elektryczny, co przy grzejniku z grzałką oszczędza jedno zamówienie. Karty produktów z rozstawami i mocami dla różnych parametrów zasilania są na www.onninen.pl.